O tym, dlaczego dziś Ci nie pomogę

0

Jak wiesz – lub nie – jestem w trakcie specjalizacji neurologopedycznej. Ma to swoje ogromne plusy – czegoś się nauczę, mój mózg wytworzy więcej nowych połączeń między komórkami nerwowymi, a dzięki temu – daj Boże – skorzystają moi Pacjenci. Nie jest jednak łatwo uczyć się neurologii, objawów zaburzeń komuś, kto jest hipochondrykiem. Tak, to ja! Nieco zeszłam z tematu, ale to celowy zabieg redakcyjny – przeczytaj dalej.

W ciągu ostatniego roku zdążyłam “zdiagnozować sobie” już wiele ciężkich, neurologicznych i nie tylko, chorób. Za każdym razem zdarza mi się wpaść w panikę i nerwowo robię to, czego sama zakazuję innym:

WŁĄCZAM DOKTORA GOOGLE

Znasz to? No właśnie, wiedziałam, że dziś się zrozumiemy… Tak więc włączam drżącymi rękami laptopa. Internet wtedy zawsze za wolno chodzi, a moje wypieki na twarzy stają się zbyt mocne. Czuję panikę. Coś mi jest, na pewno to objawy tego. Co ja zrobię? Zdarza mi się pisać do koleżanek lekarek, ale staram się tego nie robić. Ostatecznie okazuje się, że na szczęście jestem zdrowa, ale niewiele uczy mnie to na przyszłość.

Po co ta, być może nudna, historia na początek? Być może byłaś w podobnej sytuacji. Pewnego dnia Twoje myśli zaczęły jakby mocniej krążyć i drążyć temat rozwoju Twojego dziecka. Zawsze jakoś je odpychałaś – wydaje mi się, nie mogę zachowywać się jak panikara. Ale nie dziś – wstałaś lewą nogą, pogoda kiepska, a ból głowy boleśnie przypomina Ci o jej istnieniu. No właśnie – a w niej te Twoje “obawy”.

Nagle jednak nabierasz odwagi. Piszesz wiadomość z pytaniem do logopedy – często jestem nim właśnie ja. Piszesz dokładnie o swoim dziecku, w jakim jest wieku, co Cię niepokoi. Prawie zawsze dodajesz tam “ale”.

Ale – w sumie to chłopiec. Chłopcy podobno mówią później.

Ale – teściowa mówi, że mąż w tym wieku miał tak samo.

Ale – czytałaś gdzieś, że z tego może samo wyrosnąć.

Ale – wędzidełko podobno można rozmasować i zniknie.

Jeszcze o tym nie wiesz, ale szukasz usprawiedliwienia dla problemu. I ja to rozumiem – w końcu sama robię tak samo i też mam dzieci. To pewien mechanizm obronny. Każdy z nas woli nie mieć problemu niż go mieć. Woli myśleć, że nie potrzeba się martwić. To automat.

Piszesz więc do mnie – i dalej: to mnie niepokoi, dziecko siostry w tym wieku już to robiło, a lekarka mówiła, żeby jeszcze pół roku zaczekać. Później jednak przechodzisz do sedna: prosisz mnie o podpowiedź jak ćwiczyć. Żebym napisała co zrobić, żeby problem zniknął. A może mam gotowe ćwiczenia żeby wysłać je na maila? Tak, wiem, że możesz zapłacić. Czasami pytasz mnie wprost – co to za kłopot i – właściwie – jaka jest diagnoza?

Na Instagramie. Na Facebooku. Mailowo.

Nie zrozum mnie źle – ja Cię nie wyśmiewam. Ja Cię poniekąd dobrze rozumiem. Sama pytam laryngologa w wiadomości, czy szum w uchu to na pewno nie jest TO, TO i TO? A on grzecznie wysyła mnie na badania.Bo co mi powie? Że na pewno nic mi nie jest? Uwierz, ja bym chciała, żeby właśnie to mi napisał. Albo ewentualnie i w ostateczności powiedział jaką maść lub tabletkę mam sobie kupić. I po problemie. Ty chcesz tego samego – i ja Cię doskonale rozumiem. Chcesz, żebym dała Ci wskazówki. Żebym powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Żebym wypunktowała co masz zrobić.

A jeśli bym tak zrobiła? Będziesz rok postępować wg moich wskazówek. Po roku okaże się, że problem jest znacznie głębszy, a Ty powiesz – przecież ona mi tak napisała. Przecież pytałam. Specjalisty!

Dlatego zawsze ze zrozumieniem i dobrym uśmiechem odpisuję Ci, że naprawdę chciałabym Ci pomóc. I mogę to zrobić – ale TYLKO podczas diagnozy NA ŻYWO. Spytasz – czemu? A przecież ja nic nie wiem o Was, nie znam Waszej historii. Nie widzę Twojego dziecka. Jego postawy, jego mięśni, jego ruchów. Nie słyszę subtelnych dźwięków artykułowanych głosek – szumy, mlaski, przyzębowe piski, nieczystości, wibracje, niewibracje, dziesiątki określeń. Setki możliwych sposobów zniekształceń. Nie czuję dłońmi mięśni, ich budowy, pracy.

Zobacz – żeby powiedzieć Ci co to jest i co robić, ja PYTAM o Waszą historię. SŁUCHAM wymowy. PATRZĘ wnikliwie na dziecko i jego narządy artykulacyjne podczas mówienia i nie tylko. DOTYKAM ich, bo bez tego nie jestem pewna. Czasami świecę latarką, czasami muszę użyć szpatułki, czy innych narzędzi. Ile to trwa! A najlepsze jest to, że po tym wszystkim i tak nie jestem pewna. I tak muszę zobaczyć raz jeszcze. Często odesłać do specjalisty z innej dziedziny na konsultację.

Jeśli do mnie piszesz, pomogę Ci, ale nie zrobię diagnozy. Najczęściej przeczytasz, że odsyłam Cię do logopedy/ neurologopedy/ specjalisty wczesnej interwencji na pełną diagnostykę. Czasem podpowiem do kogo, jeśli wiem. Nie pytaj mnie więc o diagnozę, bo jeśli zrobiłabym to, o co mnie prosisz, mogłabym wyrządzić Wam naprawdę większą szkodę, niż pomoc.

Share.

Napisz komentarz