List do młodego logopedy

2

Niezależnie od tego, czy jesteś w połowie studiów logopedycznych, kończysz je, skończyłaś przed chwilą lub jeszcze wcześniej, możesz czuć to samo – lęk. Czy umiem wystarczająco dużo? Czy dam sobie radę? Czy ja się do tego nadaję? Jeśli znasz te pytania, idź zaparzyć herbatę i wróć przed ekran. Piszę dziś specjalnie do Ciebie…

Codziennie rozmawiam z wieloma z Was – na Facebooku, Instagramie, na naszej grupie “Logopedki bez hejtu!”. Uwielbiam te nasze pogawędki ale mam wrażenie, że sporą część z nas łączy jedno uczucie – lęk. Ciągle mamy zbyt mało pewności siebie, ciągle boimy się zrobić krok naprzód, ciągle brak nam odwagi. Szczególnie tym z nas, które są jeszcze świeżo po studiach. Ostatnio jedna z Was zapytała mnie wprost – “powiedz, co zrobić, żeby się przełamać i przestać bać każdego kroku i decyzji?”.

Musisz uwierzyć w siebie, zamknąć oczy, wziąć głęboki oddech i zrobić krok do przodu – złożyć podanie o pracę, założyć gabinet, przeprowadzić pierwszą samodzielną diagnozę, napisać pierwszą opinię – wymieniać można bez końca. Musisz sobie zaufać i w siebie uwierzyć, bo:

DOPÓKI PARALIŻUJE CIĘ STRACH I LĘK – STOISZ W MIEJSCU

Jeśli więc chcesz działać, chcesz być dobrym logopedą, chcesz pomagać ludziom w swojej pracy – musisz najpierw uwierzyć w siebie. To nie jest łatwe, szczególnie dla perfekcjonistów, którzy zawsze czują, że coś gdzieś nie jest jeszcze takie jak by chcieli. Wiem, bo sama do nich należę 🙂

Musisz mieć wiedzę, musisz się uczyć, musisz zdobywać jak najwięcej doświadczenia ( TU PISAŁAM O WOLONTARIATACH LOGOPEDYCZNYCH ). Musisz mieć pewność, że robisz wszystko, aby Twoje przygotowanie do pracy z drugim człowiekiem było należyte. Ale nie możesz dać się zwariować.

Pamiętaj, że kiedy zaczynasz pracę, nie będziesz potrafić robić wszystkiego idealnie. Nikt z nas nie potrafi wszystkiego od razu. I na pewno nie raz ułożysz obrazki od prawej strony, a nie od lewej przed dzieckiem. Na pewno zdarzy Ci się zacząć wywoływać jedną głoskę, a później dojdziesz do wniosku, że powinnaś zacząć od zupełnie innej i zmienisz tor działania. Ale pamiętaj – to są pomyłki, które każdy człowiek popełnia. Rodzic siedzący obok nie wie, że się pomyliłaś (oczywiście nie mówię tu o kardynalnych błędach wynikających z braku wiedzy czy umiejętności i mogących zaszkodzić dziecku!).

 

Moje rady?

  • Uwierz w siebie i zrób krok naprzód – zobaczysz, że ta decyzja pozwoli Ci rozwinąć skrzydła.
  • Stale poszerzaj swoją wiedzę – to da Ci nie tylko nowe umiejętności, ale też więcej spokoju psychicznego, że “cały czas staram się być lepsza”.
  • Załóż sobie, że codziennie przeczytasz choćby fragment książki/ artykułu naukowego itp., codziennie kwadrans.
  • Nie bój się pytać – właśnie za to uwielbiam naszą Facebookową grupę – nie ma głupich pytań, pamiętaj. Każdy kiedyś tego nie wiedział, czego Ty nie wiesz dziś.
  • Prowadź swój osobisty dziennik terapii – zapisuj w nim hasłowo wszystko co robiłaś z danym dzieckiem na zajęciach i miej go pod ręką. Przed kolejnymi zajęciami łatwo przypomnisz sobie co robiliście ostatnio i lepiej się do nich przygotujesz (cenne szczególnie przy większej ilości stałych pacjentów).
  • Nie patrz na innych, rób swoje.

 

Jesteś dobra w tym co robisz, dopóki Ci zależy i chcesz. Jesteś dobra, bo nawet jeśli wiesz, że nie umiesz tego czy tamtego – szukasz tej wiedzy. Jeśli chcesz poznać moją historię, koniecznie przeczytaj TEN ARTYKUŁ. Pamiętaj też, że zawsze możesz do mnie napisać 🙂

 


P.S. Zdjęcia do tego artykułu mają już sporo lat, ale chyba pora, żeby mogły ujrzeć światło dzienne 🙂

Share.

2 komentarze

  1. Bardzo ważne i mądre słowa. Można by jeszcze dodać “Ufaj sobie nawet jeśli twój pomysł jest nieszablonowy i inny od podręcznikowych sposobów. Bo czasem to nasza intuicja podsuwa nam najlepsze rozwiązania”. Czyli, jak napisałaś, “rób swoje” 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

Napisz komentarz