Jak urządzić prywatny gabinet logopedyczny – garść refleksji po remoncie – cz. 1

6

Niezależnie od tego, czy dopiero zastanawiasz się nad założeniem własnego miejsca pracy, czy już podjęłaś decyzję, chciałabym żeby moje wskazówki były dla Ciebie podpowiedzią i dobrą radą. Może nie wszystkie uznasz za słuszne, może wiele z nich będzie dla Ciebie oczywistych, a może nie. Już na wstępie zapraszam Cię do dyskusji w komentarzach pod tekstem.

Szukam lokalu

Od tego musisz zacząć – od dobrego miejsca. Co to znaczy dobre miejsce na gabinet logopedyczny? Wytycznych jest co najmniej kilka. Jak duży powinien być gabinet? Nie ma idealnej odpowiedzi – w zbyt małym nie wystarczy Ci miejsca na potrzebne wyposażenie, zbyt wielki może działać rozpraszająco na dzieci ( o ile pracujesz z najmłodszymi Pacjentami). Pracowałam w gabinecie, który miał 10 metrów kwadratowych – było przytulnie, dopóki moja lista ukończonych szkoleń, nowych umiejętności nie wzrosła, a tym samym mnie brakło miejsca chociażby na wykonywanie terapii manualnej, gdzie marzyłam o materacu lub kozetce dla Pacjenta. Optymalne pomieszczenie pod względem wielkości powinno mieć moim zdaniem (i z mojego doświadczenia) pomiędzy 15 a 20 metrów kwadratowych. Z oczywistych oczywistości – musisz mieć poczekalnię i własną toaletę dla siebie i Pacjentów. Idealnie, jeśli znajdziesz lokal z własnym parkingiem – w moim mieście graniczy to z cudem, ale zwróć na to uwagę u siebie. Jeśli masz wybór, szukaj lokalu na parterze lub z windą – będzie to dużym ułatwieniem dla Pacjentów. Mój gabinet niestety mieści się na piętrze, ale prowadzą na nie przedwojenne, dębowe schody, które skutecznie rewanżują mi tę niedogodność.

Z mojego doświadczenia mogę Ci także podpowiedzieć, że warto mieć swoje zaplecze. Przez długi czas moim “zapleczem” była szafka obok biurka, w której nigdy nie mogłam zmieścić nawet torebki, a czajnik wciśnięty był pod biurkiem. Dziś mam swój osobny pokój z szafą, zlewem i regałami. Właściwie w porównaniu z tym co było, czuję się jak w Sheratonie 🙂 Zwróć też uwagę na jakość światła – czy masz do dyspozycji dużo światła dziennego, na którą stronę świata wychodzą okna? To szczegóły, ale potrafią utrudnić pracę.

Meblowe must have

O czym nie możesz zapomnieć? Przede wszystkim biurko. Weź to z większym blatem – mój dotychczasowy blat do pracy miał 100 cm i był zdecydowanie zbyt mały. Teraz pracuję przy blacie o szerokości 150 cm i sprawdza się bardzo dobrze. Pamiętaj, że musisz zmieścić się przy nim Ty, pacjent i wszystkie rzeczy, których będziecie w danej chwili używać. No i właśnie – na czym siedzieć? Bardzo, ale to bardzo długo szukałam dobrego krzesła dla dziecka. Ostatecznie wybrałam krzesło Ikea (zielone na zdjęciu). Podoba mi się, bo ma odpowiednie oparcie pod plecy i… podpórkę pod nogi! Nie ma nic gorszego dla postawy ciała dziecka niż swobodnie zwisające nogi bez oparcia. Tak więc – szukaj krzesła, które takie oparcie przewiduje lub wyposaż się w podnóżek, który będzie można podsunąć dziecku pod nogi.

Moje krzesło musi być na kółkach i musi być obrotowe. Cały czas balansuję między siedzącym obok stołu Pacjentem a regałem, kserokopiarką itd. Takie krzesło jest wtedy o wiele bardziej wygodne niż tradycyjne.

Wiele osób radziło mi, abym przede wszystkim zainwestowała w zamykane regały. Miałyby one zakryć ewentualny bałagan, który ciągle tworzy się w morzu pomocy dydaktycznych znajdujących się na nich, mniej rozpraszać dzieci, wyciszać wnętrze. Ja jednak jestem wzrokowcem – muszę widzieć, żeby pamiętać gdzie co jest. Na pewno warto kupić przynajmniej jeden bardzo duży regał na początek. ja posiadam aktualnie trzy – największy, średni i najmniejszy.

Elementem, bez którego nie wyobrażam sobie już życia w swoim gabinecie jest… umywalka. Zastanawiam się jak wcześniej sobie bez niej radziłam. Cały szkopuł tkwi chyba w tym, że mój profil zawodowy zmienił się, ja się zmieniłam, jak każdy z nas. Zaczynałam prace myśląc, że będę pracować głównie z dyslektykami, dziećmi z opóźnionym rozwojem mowy, a dziś siedzę “po uszy” w szeroko rozumianych dyslaliach. To mnie cieszy, to mnie kręci i tutaj już nie mogłabym działać inaczej.

Lustro w gabinecie logopedycznym – hit czy kit?

Były czasy, kiedy myślałam, że lustro to przeżytek i ja go nie będę używać. Wystarczy twarzą w twarz. Później uznałam, że jakieś małe, chowane wystarczy. Wyciągałam w razie potrzeby. Dziś – znów dygresja o tej mojej zawodowej przemianie, ale to jest mega fajne – myślę, że nie ma opcji żeby go nie było. Może nie będzie potrzebne dla każdego, może nie na każdym spotkaniu, ale musi być.

Nie lubię luster nad biurkiem – ogromnie mnie rozpraszają, więc wychodzę z założenia, że dziecko jeszcze bardziej. Mogłabym zasłaniać go roletą, ale mam niebywały talent do psucia tym podobnych urządzeń. Wymyśliłam więc, że zrobię osobny “pokój” – wydzieloną za pomocą ścianek regipsowych część gabinetu, która przeznaczona jest tylko do pracy typowo artykulacyjnej przed lustrem. Lustro wisi na ścianie, pod nim jest składany stolik przykręcony do ściany i dwa krzesła. Obok osobny regał z wyposażeniem niezbędnym mi podczas ćwiczeń artykulacyjnych.

Nie rozprasza, wycisza, a w dodatku – daje możliwość ruszenia się z miejsca i przejścia kilkunastu kroków podczas zajęć. Siedząc kilka godzin za biurkiem bez większych ruchów, jest to naprawdę dobrą alternatywą.

A co dla rodzica?

U mnie rodzice, którzy uczestniczą w zajęciach, mają do dyspozycji sofę. Jeśli nie masz na tyle miejsca w gabinecie, z powodzeniem wystarczą dwa krzesła. U mnie rodzic siedzi blisko dziecka, obserwuje zajęcia, ale dziecko jest obrócone tyłem – nie powoduje to zbytniego rozpraszania się. Oczywiście, jeśli chcę coś pokazać rodzicom, zapraszam ich bliżej, ba, często nawet pokazuję ćwiczenia na nich. Muszą w końcu wiedzieć co robić, kiedy opuszczą mój gabinet i zostaną przez tydzień zdani tylko na to, na ile ja im wytłumaczę i pokażę ćwiczenia.

Co jeszcze?

1. Krzesełko do karmienia – pomocne podczas prowadzenia terapii z małym dzieckiem.

2. Stolik i małe krzesełka dla Maluchów – czasami zaczynamy terapię od poziomu podłogi,  efektywna terapia to nie biurko i dwa krzesła – to słuchanie potrzeb dziecka, wejście w dialog, szukanie.

3. Materac do ćwiczeń/ kozetka – jeśli pracujesz manualnie na mięśniach twarzoczaszki, musisz mieć miejsce, na którym możesz położyć pacjenta. Taki mebel przyda się także chociażby podczas ćwiczeń oddechowych.

4. Stolik na kółkach – najpotrzebniejsze i najczęściej używane rzeczy (np.: szpatułki, rękawiczki jednorazowe itp.) możesz umieścić na regale/ stoliku, który szybko można przetransportować w dowolne miejsce w gabinecie.

5. Idealne oświetlenie – na nim nie oszczędzaj. Nie ma nic gorszego niż ciemny gabinet i bolące z wysiłku oczy.


 

Wiem, że czekaliście na ten tekst. Dzielę go na dwie części – w kolejnej pokażę Wam więcej szczegółów wyposażenia mojego gabinetu. Traktujcie ten elaborat jednak bardzo ostrożnie – to mój gabinet, który do niedawna był mały, ciasny i ciemny. Wszystkie powyższe opinie są bardzo subiektywne i na pewno nie jedynie słuszne. Ciągle szukam i zmieniam, by było coraz lepiej.

To kto pierwszy z komentarzem? 🙂

Share.

6 komentarzy

  1. Bardzo ładny gabinet. Pięknie opisałaś co powinno się w nim znaleźć. Ja jednak zadałam sobie pytanie: cz ja mam gabinet na wyłączność czy dzielę go z innym terapeutą. Niestety od tego zależało moje wyposażenie gabinetu. Dziękuję za inspirację.

  2. Ja z innej strony. A czy pracowałaś kiedyś mobilnie? Mieszkam na wsi, perspektywy na własny gabinet są bardzo odległe. W tej chwili świadczę usługi mobilnie, ale zastanawiam się jak to będzie wyglądało (czy dam radę, bo jeszcze etat) za parę, paręnaście miesięcy.

  3. Magdalena Rybka on

    Cieszę się, że mój tekst Ci się spodobał. Mam jeszcze większą motywację do napisania drugiej części 🙂

  4. Magdalena Rybka on

    Droga Aniu, ja na początku także dzieliłam gabinet z koleżanką psycholog. Czasami tak jest łatwiej wystartować. Trzymam za Ciebie kciuki i dziękuję! 🙂

  5. Magdalena Rybka on

    Ewelino, na początku dojeżdżałam do moich Pacjentów. Nie miałam swojego lokalu, była to jedyna możliwość pracy “na swoim”. Często jednak praca z dzieckiem w jego domu jest trudna – nagle ktoś pojawia się na jego terenie i jeszcze każe mu coś robić. Jednak wspominam ten etap pracy z uśmiechem 🙂 Zacznij w ten sposób, wiele osób nie ma możliwości dojazdu do terapeuty i zobaczysz, że będą bardzo zadowoleni z takiej opcji. Być może za jakiś czas uda Ci się otworzyć gabinet, a ja mocno Ci kibicuję!

Napisz komentarz