I znów to samo!

0

Będzie groźnie, dziś naprawdę jestem bardzo zła!

Dzisiejszy post będzie bardzo krótki, ale treściwy. Jestem zła. Kolejny raz spotkałam się z sytuacją, w której opadają mi ręce i to dosłownie.

Poznałam dziś historię kolejnego dziecka, które zostało pozbawione odpowiedniej porady ze strony… pediatry! Sprawa prosta i dobrze mnie (i wielu moim koleżankom logopedkom) znana. Takich historii poznałam już wiele, ale dzisiejsza skłoniła mnie do napisania tego tekstu. Problem wygląda tak:

Rodzice dziecka (zwykle są to mamy) w wieku około dwóch lat zauważają i podświadomie zaczynają czuć, że coś jest nie tak. Próbują zaobserwować inne dzieci na placach zabaw, w kościołach, sklepach. Porównują je ze swoimi pociechami i zapala im się w głowie czerwona lampka – “moje dziecko nie mówi!”, “moje dziecko nie łączy wcale dwóch wyrazów”, “moje dziecko mówi ale dużo mniej” itd…

Co wtedy? Zazwyczaj przy najbliższej wizycie u pediatry rodzice zgłaszają problem. Oczekują wsparcia, porady, rozwiania wątpliwości. Nie chcą szukać porad u doktora Google ani nie spać z nerwów po nocach. Chcą najzwyczajniej w świecie wiedzieć na czym stoją i ja ich doskonale rozumiem!

A co na to pediatra?Spokojnie, do trzeciego roku życia (!!!) ma czas. Wcześniej to nic nie da, dziecko jest za małe, dopiero po tym czasie można zacząć działać“. I tak czujność rodziców zostaje sztucznie uśpiona, a dzieci nadal rosną, a wraz z nimi rośnie ich problem. Bo brak rozwoju mowy jest PROBLEMEM.

Nie rozumiem, dlaczego pediatra nie powie “proszę zasięgnąć porady logopedy, on jest specjalistą w tej dziedzinie“. Nawet jeśli okaże się, że jakaś mama czy tata nie mieli racji, będą spokojni a dziecko zdiagnozowane u specjalisty, który się na tym zna!

Ten rok, który dziecko “czeka” na terapię jest rokiem zmarnowanym. Niestety, ale tak jest. Po co czekać kiedy można działać? I dlaczego uważam, że IM WCZEŚNIEJ TYM LEPIEJ?

  1. Mózg jest najbardziej plastyczny (podatny na zmiany wywołane terapią) do trzeciego roku życia.
  2. To z kolei oznacza, że terapia rozpoczęta przed tym terminem będzie postępować znacznie szybciej i raz dwa zobaczycie efekty.
  3. To wiąże się z mniejszymi kosztami – nie czarujmy się, terapia logopedyczna to też koszt dla rodziców i w porę rozpoczęta będzie trwała krócej.
  4. Dziecko szybko nadrobi opóźnienia w mowie i uniknie kolejnych.

To tylko główne argumenty, ale mnożyć je mogę bez końca. A co Wy o tym sądzicie? Czy też spotkaliście się z taką sytuacją? A może ktoś z Waszych znajomych? Dajcie znać w komentarzach 🙂

P.S. Z góry przepraszam wszystkich pediatrów, którzy nie zachowują się podobnie. Nie wrzucam wszystkich do jednego worka, zauważam tylko pewną niepokojącą mnie jako logopedę tendencję, wobec której nie mogę milczeć.

Share.

Komentarze wyłączone.