A po wakacjach… edukacja! – część pierwsza

3

Na dnie walizki pełno jeszcze pokruszonych ciastek, piasku i muszelek. Włosy wypłowiałe od słońca, sukienki i sandałki cały czas na wierzchu w garderobie. A jednak wrzesień nieubłaganie zbliża się do nas wielkimi krokami. A z nim… kolejna porcja edukacji naszych Maluchów.

Dzieci dzielą się na dwie wyraźne grupy – albo tęsknią za szkołą, rówieśnikami i nową porcją wiedzy, albo bronią się przed tym rękami i nogami. Tak było, jest i będzie. O ile pierwsza grupa dzieci nie potrzebuje dodatkowego wsparcia i opieki w tym trudnym momencie, o tyle druga już tak. Bo nie jest to wcale łatwa sytuacja, jeśli dziecko od połowy sierpnia płacze, że do szkoły NIE.

Jak wesprzeć dziecko, które boi się roku szkolnego?

  • Pozwól mu przeżywać swoje emocje. Daj mu się wypłakać, opowiedzieć o swoich lękach i obawach. Pomóż mu je nazwać i cierpliwie wysłuchaj, nawet jeśli będą dla Ciebie absurdalne.
  • Opowiedz na swoim przykładzie jak radziłaś sobie w takich sytuacjach.
  • Wspólnie organizujcie wesołe przygotowania do szkoły – wybierzcie się na zakupy, kupcie fantastyczny plecak, kolorowe zeszyty, najpiękniejsze kredki.
  • Spróbujcie zabawy w szkołę w domu – kupcie małą tablicę, trenujcie samodzielne rozbieranie się z kurtki, zdejmowanie butów. To oprócz swego rodzaju “próby generalnej” pomoże nauczyć Twoje dziecko większej samodzielności, a przez to da mu więcej pewności siebie.

Jeśli Twoje dziecko nie lubi się uczyć, może warto zainteresować go ciekawymi materiałami, które pokażą mu nowe wiadomości w interesujący dla niego sposób. W POPRZEDNIM ARTYKULE opowiadałam Wam o tym, jak wielkie znaczenie ma nauka na materiale, który jest w kręgu zainteresowań dziecka. Od dziś, w najbliższych kilku artykułach, chcę pokazać Wam ciekawe pozycje na rynku edukacyjnym. Liczę na to, że okażą się one ciekawe, ułatwią Maluchowi nabywanie trudnego materiału, pokażą mu, że nauka nie musi być nudna, a wręcz może być fantastyczną przygodą i zabawą.


Swoje poszukiwania rozpoczęłam od Wydawnictwa Edukacyjnego, u którego znalazłam nowość – “Mało lat mam, a czytam sam” oraz “Mało lat mam, a piszę sam”. Od razu wpadły mi w oko te dwie książeczki – czytanie i pisanie to przecież zmora wielu dzieci.

MAŁO LAT MAM, A CZYTAM SAM to nowoczesny elementarz do nauki czytania. Podręcznik wprowadza Malucha w świat czytelnictwa, pokazując kolejno samogłoski, sylaby, wyrazy, aż w końcu zbudowane z nich zdania. Autorka zapewnia, że jest on kompilacją wielu skutecznych metod nauki czytania.

Podoba mi się, że podręcznik pokazuje dziecku wielkie i małe litery. Robi to w konsekwentny i przemyślany sposób. Wiem, że dla wielu z Was wizja nauczania czytania swojego dziecka jawi się jako zadanie nie do wykonania. Spokojnie. Autorka dołączyła do podręcznika poradnik dla rodziców – dzięki niemu wszystko stanie się jasne i klarowne 🙂

Jeśli Twoje dziecko uwielbia naklejki, będzie zachwycone. Podręcznik zawiera ich ponad 600! 🙂

Ćwiczenia, które znajdują się w podręczniku to nie jest tylko sucha, pozbawiona zabawy nauka czytania. Pełno tu okazji do kolorowania, wnioskowania, doskonalenia analizy wzrokowej, grafopercepcji czy czytania ze zrozumieniem. Nie ma nudy! Wygodny format A4, przejrzyste strony, które dostarczają optymalną ilość informacji, nie bombardując nimi dziecka.

Bardzo podoba mi się, że nie jest to podręcznik podyktowany jedną metodą, ale wykorzystuje to, co najlepsze z wielu metod.

To jeszcze nie koniec. Na końcu podręcznika znajduje się prawdziwa gratka dla wszystkich, którzy uczą czytać – wykaz wyrazów, jakie można zbudować nabywając poszczególne spółgłoski w sylabach. Sama zbierałam się już bardzo długo, żeby coś takiego sobie stworzyć i … już nie muszę! 🙂


Oprócz podręcznika istnieje także zeszyt do nauki pisania. Wiadomo bowiem, że pisanie jest umiejętnością sekundarną w stosunku do czytania, tak więc dziecko może próbować pisać to, co potrafi już przeczytać. Zeszyt MAŁO LAT MAM A PISZĘ SAM jest ściśle skorelowany z podręcznikiem.

Jakoś tak to jest, że coraz głośniej słyszy się o nauce czytania, różnych jej metodach, a mało uwagi przywiązuje się do umiejętności pisania. Coraz więcej dzieci ma problem z prawidłowym chwytem pisarskim (świetny artykuł o chwytach pisarskich u dzieci napisała na swoim blogu Marzena Fenert, o TUTAJ). A przecież sprawność manualna, umiejętność posługiwania się narzędziami pisarskimi tak bardzo związana jest z rozwojem mowy dziecka.

W zeszycie Maluch uczy się pisać to, co czyta już w podręczniku. Obie publikacje są ze sobą sprawnie i jasno powiązane. Nauka pisania jest tutaj świetną zabawą, sposobem na nudę, na wspólne spędzenie czasu z dzieckiem. Uczy się ono jak zapisywać literę dzięki liniaturze, strzałkom kierującym rękę.

Zeszyt nie zawiera małych liter. Autorka kładzie nacisk na naukę pisania tylko wielkich liter, wprowadzając je w paradygmatach sylab. Poznając kolejną sylabę, zachęca dziecko, aby od razu próbowało pisać proste wyrazy czy zdania z nich zbudowane. Podoba mi się, że czcionka jest duża i wyraźna – nie sprawia dzieciom kłopotów.

Zastanawiam się, czy to dobrze, że podręcznik uczy dziecko czytać małe i wielkie litery od razu, a zeszyt uczy pisać tylko wielkie litery? Nauka pisania uwarunkowana jest dużą sprawnością małej motoryki, prawidłową koordynacją na linii oko-ręka. Nauka pisania małych i wielkich liter równocześnie mogłaby więc być zbyt dużym wyzwaniem na raz. Myślę, że proces ten przebiegnie spokojniej dla dziecka, jeśli opanuje ono najpierw umiejętność pisania wielkich liter, a dopiero później, już po części intuicyjnie, będzie próbowało ćwiczyć pisanie małych liter.

Jeśli po przeczytaniu tego tekstu, pojawiła się w Twojej głowie myśl, dlaczego w ogóle uczymy teraz czytać sylabami, a nie głoskami, tak jak my byliśmy uczeni, to odsyłam Cię do mojego nieco starszego tekstu: TUTAJ


Aby wykonać zdjęcia do dzisiejszego artykułu, myszkowałam od rana po dziadkowej stodole, to nie żart! 🙂 Mam nadzieję,  że trafiłam w Wasz gust i to, o czym dziś napisałam, pokazałam na kilku fajnych zdjęciach. 

Czy Twoje dziecko nie może już doczekać się szkoły? A może od kilkunastu dni walczycie z potokiem łez i lękiem? Jak sobie radzicie w takiej sytuacji?

Jak zawsze czekam na Twój komentarz 🙂

 

 

 

Share.

3 komentarze

  1. Cześć. Wiadomości na Instagramie mają swoje ograniczenia, więc napiszę tu. Pytałaś na insta strory o tematy, które nas interesują. Mnie osobiście (jako początkującego logopedę, świeżaka) bardzo zainteresowałby temat terminologii, nazewnictwa, przydatnego do opisu w przypadku wstępnych badań mowy w przedszkolu. Chodzi mi oczywiście o takie ogólne aspekty – jak to w przypadku badań wstępnych. Co warto napisać, czego nie. Często mam tak, że wiem dokładnie z czym zmaga się dziecko, ale bardzo długo myślę nad tym, jak ubrać to w słowa. Co napisać, a czego nie, czy tylko nazwę wady wymowy, czy może również coś na temat sposobu oddychania/pozycji spoczynkowej języka. Myślę, że taki temat przydałby się też rodzicom. Moja koleżanka ostatnio kompletnie nie mogła zrozumieć co napisała jej pani logopeda w przedszkolu i poprosiła mnie o wytłumaczenie. Na kartce był opis: nieprawidłowa realizacja głosek dentalizowanych szeregu szumiącego oraz słabsza pamięć werbalna. Oczywiście możesz zignorować mój komentarz, to jedynie propozycja. Poza tym bardzo lubię Twojego bloga, pozdrawiam, Magda.

  2. Cześć. Czy dałoby się zrobić wpis na temat terminów używanych do diagnoz logopedycznych? Takich podstawowych, najczęściej używanych, w szkole i przedszkolu. Wpis i dla logopedów (mi jako początkowemu logopedzie sprawia to najwięcej trudności – nazwanie problemu w sposób profesjonalny) i dla rodziców – często nie rozumieją tych karteczek, które dostają z przedszkola. Jako logopeda często też nie wiem, co warto pisać, a co nie. To tylko propozycja, bo pytałaś kiedyś na instastory o nasze pomysły. Pozdrawiam!

  3. Magdalena Rybka on

    Madziu, dzięki za pomysł. Szczerze mówiąc nigdy nie przyszedł mi on do głowy, a rzeczywiście taki tekst może być bardzo potrzebny. Wezmę to pod uwagę 🙂

Napisz komentarz