PREZENTOWNIK – cz.1 z Wydawnictwem Babaryba

0
Kiedy zobaczyłam nazwę tego wydawnictwa nie mogłam się oprzeć, by tam nie zajrzeć  – jego nazwa oczywiście pasuje do mnie jak ulał. Przyjrzałam się kilku książkom, które chcę Wam dzisiaj pokazać. Być może coś wpadnie Wam w oko i chociaż częściowo wybawię Was z dylematów świątecznych prezentów – a te nie są mi obce…

Na początek startujemy z książką GOTUJEMY. Macie w domu małych kucharzy i kucharki? Oprócz plastikowych zastaw stołowych (które są świetne!), dziecięcych fartuszków czy innych zabawek z tego kręgu tematycznego zobaczcie na to:

GOTUJEMY to kawał dobrej książki dla dzieci powyżej 4 roku życia – 154 strony w formacie A4! Fenomenalna stylistyka – wszystkie obrazki są czarno białe rysowane jakby odręcznie. Nie znajdziecie tu przesłodzonych ilustracji w kolorach tęczy. Mnóstwo zadań do rysowania, łączenia, kolorowania, bazgrolenia. We wszystko wplecione zostały śmieszne, krótkie teksty pełne wyrażeń dźwiękonaśladowczych. Cała książka oparta jest na literach alfabetu i zadaniach (np.: J jak jajko, które znosi kura i jest bardzo smaczne).

Jak dla mnie książka jest fantastyczną, „aktywnościową” jak sami autorzy ją nazwali, książką dla dzieci, która daje im możliwość rozwoju małej motoryki, daje pełną swobodę twórczą, pobudza wyobraźnię. Całość napisana została językiem bliskim dziecku, nie brakuje tutaj słownictwa potocznego, prostego, nieraz bardzo zabawnego (np.: „pstryknij muchę”, „rozpłaszczyć kulkę ciasta”). Ale, ale! Zapomniałam o najlepszym – książeczka będzie świetna dla małych amatorów gotowania – poprzez ten bliski dziecku język i czcionkę tekstu, przekazane zostały także informacje z dziedziny gastronomii – maluchy poznają więc czym jest hummus, espresso, rosół, salaterka, tłuczek i wiele, wiele innych. Kończę, bo robię się głodna.

Kolejna propozycja to sławny Herve Tullet i jego TURLUTUTU. ABRAKADABRA! Spokojnie – przeczytajcie ten tytuł jeszcze raz 🙂 Jeśli jeszcze nie spotkaliście się z tym francuskim autorem książeczek dla dzieci, musicie to nadrobić. Ja na pewno będę Wam o nim jeszcze nie raz wspominać na blogu.

Turlututu to wesoły stworek wyglądem przypominający klasyczne dziecięce rysunki. Ma głowę, brzuch, ręce i nogi. Tyle mu w zupełności wystarczy, by porwać Twoje dziecko w pełną uśmiechu lekturę. Tej książki się nie czyta. Tą książką się bawi – dotyka dzięki niej nosa, ucha, wypowiada śmieszne słowa od tyłu (genialne ćwiczenie logopedyczne!), zamyka i otwiera oczy, klaszcze w dłonie, odszukuje wskazanych elementów na obrazku (kolejne ćwiczenie tym razem analizy wzrokowej), dmucha, głaszcze… Uff! Więcej nie mogę Wam zdradzić.

Powiem jedno – ja się nie nudziłam, a w mgnieniu oka przewracałam strony, wykonując kolejne czynności, by dowiedzieć się co jest dalej, co na kolejnej stronie, jak to się skończy? Książka na pewno przyda się także logopedom – wplecione w nią ćwiczenia logopedyczne to jej duuuży plus.

To jeszcze nie koniec. Jeśli macie w domu dziecko, które posługuje się głównie równoważnikami zdań, a zmuszenie go do dłuższej wypowiedzi graniczy z cudem, zobaczcie na OPOWIEDZ MNIE.

To kolejna książka nie do czytania – tą książkę się opowiada – dowolnie, za każdym razem inaczej. Wyobraźnia wprost EKSPLODUJE! Tysiące kombinacji opartych na bajkowych labiryntach, w których pójście w każdą stronę powoduje inne losy i zakończenia słownych bajek. Kolorowe, ale nieprzesadzone ilustracje, bardzo szeroka gama tematów (od zwierzątek, przez księżniczki, piratów, wampirów, po rakiety, dżungle, indiańskie osady). To nie jest zwykła książka – za każdym razem kiedy po nią sięgniecie, będzie inna. Za każdym razem w inny sposób ją opowiecie, a ilość historii, które dzięki niej powstaną, chyba nikt nie jest w stanie zliczyć. Nie przesadzam! Proste teksty nakreślają kształt wypowiedzi i są pewnym ułatwieniem (np.: „Pewnego dnia przed naszymi drzwiami pojawił się niezwykły pojazd…”), choć na pewno są dzieci, którym zupełnie nie będzie to potrzebne. Na każdej stronie znajdziecie także pytania, które pomogą Wam rozwinąć wypowiedź – jak była ubrana ta postać? Czy była sympatyczna?

Kto z nas nie zna „Ulicy Sezamkowej”? A czy wiecie, że Mo Willems, autor kolejnych proponowanych przeze mnie książeczek o jakże uroczych tytułach CZY POLUBISZ MOJĄ BREJĘ? oraz MOGĘ GRAĆ Z WAMI? był jednym z jej scenarzystów? Ha! 🙂 Książeczki należą do serii o przygodach słonia Leona oraz świnki Malinki. Przede wszystkim polecam ją dla wszystkich maluchów (powinnam w tym kontekście użyć słowa „starszaków”), które rozpoczynają fascynującą przygodę samodzielnego czytania – bardzo duża (aczkolwiek szeryfowa, wolałabym bez) czcionka, minimalistyczne ilustracje, pozwolą dziecku maksymalnie skupić się podczas samodzielnego czytania.

Każda z książeczek opowiada inną, jedną historię z życia dwójki przyjaciół. Każde z nich jest inne, zarówno pod względem wyglądu jak i charakteru. Słoń patrzy na rzeczywistość w zupełnie inny niż świnka sposób, ale pomimo różnic poglądów, między przyjaciółmi od razu widać szacunek względem siebie.

Książka pokazuje, jak dużą wartością jest przyjaźń, jak reagować w różnych sytuacjach, które spotykają dwójkę przyjaciół. Zabawne dialogi, niebanalne rozwiązania kłopotów z pewnością rozbawią Wasze maluchy.


Wszystkie książki znajdziecie na BABARYBA.PL. Z tego co widzę aktualnie są sporo przecenione, więc nie traćcie czasu! Ciekawa jestem bardzo, która najbardziej Was zainteresowała? Na koniec mam dwa ogłoszenia: po pierwsze – to nie ostatni artykuł, w którym opowiem Wam o książkach od Wydawnictwa Babaryba, po drugie – niebawem spodziewajcie się kolejnych prezentowników. Tym razem na celownik wezmę kreatywne zabawki 🙂

P.S. Gdybyście tylko widzieli backstage dzisiejszej sesji do tego artykułu… Ehh, odkurzacz na pełnych obrotach 😀

 

Share.

Napisz komentarz