Logopeda – zawód do zadań specjalnych

0

Czy Tobie też wydaje się, że logopeda to pani od „RRRRRRRRR”? Jeśli tak, koniecznie musisz przeczytać ten artykuł 🙂

Czasy, kiedy logopeda zajmował się tylko i wyłącznie wadami wymowy, dawno odeszły już do lamusa. Ba, odeszły też czasy, kiedy logopedą były zwykle tylko panie. W tym zawodzie coraz więcej pojawia się mężczyzn. To, że logopeda zajmuje się tylko wadami wymowy, to krążące w świecie błędne przekonanie.

Dzisiejszy logopeda pracuje z dziećmi z zaburzeniami komunikacji językowej. To bardzo ogólny „worek”, w którym mieści się cały ogrom możliwych przyczyn tego zjawiska. Pracujemy więc z dziećmi, które na przykład :

  • Wymagają tzw wczesnej interwencji terapeutycznej – to najmłodsi goście gabinetów logopedycznych, którzy trafiają tam często zaraz po urodzeniu. Wczesna interwencja to stymulacja rozwoju niemowląt, które z pewnych powodów nie rozwijają się prawidłowo lub istnieje ryzyko takiej sytuacji (np.: wcześniactwo, niedotlenienie, wady genetyczne).
  • Mają wady wymowy.
  • Nie mówią wcale.
  • Mają opóźniony lub niezakończony rozwój mowy.
  • Posiadają zespoły genetyczne.
  • Cierpią z powodu zaburzeń ze spektrum autyzmu (autyzm, Zespół Aspergera).
  • Mają dysleksję, są zagrożone dysleksją, mają trudności w nauce szkolnej.
  • Mają nieprawidłową budowę narządów artykulacyjnych lub są po przebytych zabiegach z tego powodu.
  • Jąkają się.
  • Nie słyszą lub słabo słyszą.

Piszę o dzieciach, ponieważ sama pracuję tylko z dziećmi. Wielu logopedów pracuje także z osobami dorosłymi.

Każde z wymienionych przeze mnie zaburzeń, skutkuje nieprawidłowym rozwojem językowym dziecka.

A język, to życie.

Życie bez języka jest bardzo, bardzo trudne. Nie doceniamy tego na co dzień, nie myślimy o tym tak, jak nie myślimy o oddychaniu. Język pozwala nam być, kontaktować się, prosić, otrzymywać, zaspokajać życiowe potrzeby. Spróbujcie sobie wyobrazić, że nie jesteście w stanie porozumieć się w żaden sposób. Dramat.

Dlaczego napisałam, że to zawód do zadań specjalnych? Logopedzie nie wystarczy wiedza, dzięki której zaprogramuje język, wywoła brakujące głoski, nauczy mówić, czytać, zadawać pytania, odpowiadać… Logopeda musi czasami być psychologiem. Kiedy dziecko w połowie zajęć zaczyna płakać, bo nikt w przedszkolu go nie rozumie. Bo dzieci go odrzuciły, nie chcą się z nim bawić, a ono zwyczajnie czuje się jak intruz. I trzeba umieć porozmawiać, pocieszyć, podnieść na duchu to małe serduszko.

Ile razy trzeba być psychologiem, kiedy trzeba przekazać matce informację, że to jednak nie jest afazja, ale autyzm. Że wszystkie inne alternatywy zostały wykluczone. I powiedzieć to z zimną krwią. Mnie zdarzyło się to kilka razy, ale pamiętam każdy z nich. Innym razem trzeba umieć podnieść na duchu rodzica, który stracił motywację do pracy z dzieckiem, nie ma już sił, entuzjazm się ulotnił. I bardzo często tak jest.

Innym razem, trzeba znowu być „trochę lekarzem”, trzeba wiedzieć, jaki mięsień twarzy, gdzie i jak. Trzeba znać dokładnie budowę mózgu, żeby wiedzieć, co w nim nie tak działa i z której strony „uderzyć”, żeby zadziałało.

Czasami trzeba być plastykiem (akurat ja to uwielbiam, choć wiem, że nie każdy) – bo drukarka odmówiła posłuszeństwa, a przecież tylko zielony dinozaur może „wypowiedzieć” te sylabki do przeczytania w zeszycie. Bo tylko kolorowy zamek jest w stanie zmotywować dziecko do pracy, bo na już potrzebujemy rysunku tortu i niby skąd go wziąć? 🙂

Często trzeba być negocjatorem i umieć podawać konkretne argumenty, które przekonają rodzica, że terapia jest konieczna, a problem nie zniknie sam z wiekiem. Trzeba umieć rozmawiać.

Widzicie ile zawodów w jednym? Na pewno można by tu jeszcze wiele dodać. Logopedą nie da się być dla pieniędzy, czy z braku innych pomysłów na siebie. To trzeba poczuć w środku, poczuć się jak ryba w wodzie. I nawet z migreną iść do pracy i czerpać radość i siłę z pracy z drugim człowiekiem. A uwierzcie, migrena to moja stara koleżanka 😉

Jedna z moich autorskich ilustracji.

Czasami relacje z dziećmi i rodzicami są rzeczowe i służbowe, czasami całkiem trudne, czasami powstają przemiłe znajomości. Bo w końcu spotykamy się co tydzień, czasem nawet częściej. Mamy małych pacjentów wiedzą coś o mnie, ja wiem o nich. A remont już się skończył? A co z tym Pani samochodem, naprawili? Tysiące tematów. Teraz, kiedy jestem na urlopie macierzyńskim, jest mi niesamowicie miło, kiedy dostaję telefony czy SMSy z pytaniami co słychać? Jak maluszki? Tyle niesamowitych znajomości z rodzicami, które trwają.

Powiedzie – mało profesjonalne! Dla mnie nie. Mam jasne zasady i granice. Umiem połączyć miłą znajomość ze „służbowymi” wymaganiami. Jestem sobą. To te elementy mojej pracy, które bardzo cenię – kontakt z drugim człowiekiem, współpraca. Lepszego zawodu nie mogłam sobie znaleźć! 🙂

Share.

Napisz komentarz