Smartfon w zupie, czyli obserwacje logopedy

0

OBDJ3M0Dzisiejszy post nie jest wynikiem żadnych specjalistycznych badań czy analiz. Jest zwykłą, chłodną, pozbawioną emocji obserwacją dzieci w wieku szkolnym na wakacjach. Jest to zwykłe „zboczenie zawodowe” – nie mogłam nie zwrócić uwagi na wiele rzeczy. A teraz wróciłam do domu, do pracy i nie mogę się tym tekstem z Wami nie podzielić… 🙂 Zapraszam!

Już nie raz pisałam na blogu o tym, że mózg zbudowany jest z dwóch półkul. Prawa półkula odpowiedzialna jest za odbiór i przetwarzanie bodźców dźwiękowych oraz obrazowych (niejęzykowych). Lewa półkula specjalizuje się w odbiorze oraz tworzeniu języka (mowie).

Jednym z największych problemów naszej cywilizacji w obecnych czasach jest fakt, że dzieci „są zanurzone po uszy” w cyfrowych technologiach, a przez to ich język rozwija się często z opóźnieniem, bardzo powoli, jest bardzo ubogi. Ciągle spotykam osoby, dla których związek „atakowania” dzieci cyfrowymi wynalazkami z brakiem lub silnym opóźnieniem rozwoju języka jest nowością i tematem, o którym nic wcześniej nie słyszeli. I właśnie dlatego co jakiś czas będę o tym pisać.

Problemy w zakresie rozwoju języka i szeroko pojętej komunikacji językowej z drugim człowiekiem są tutaj najpoważniejszym efektem. Ale to nie tylko to.

Zastanawiacie się zapewne, skąd na blogu logopedycznym nagle zdjęcie zupy i jeszcze ten tytuł… O co chodzi?! Do rzeczy – podczas mojego urlopu miałam okazję zobaczyć dzieci z wielu krajów europejskich podczas spędzania wolnego czasu z rodzicami. Największym szokiem dla mnie, a zarazem najgorszym obrazkiem jest smartfonowa, rodzinna kolacja. Wiecie jak to wygląda? Ładna restauracja, apetyczne dania na talerzach. Przy stoliku mama, tata i dwoje dzieci. Chłopiec jedną ręką obsługuje smartfona, jego oczy całkowicie pochłaniają wyświetlacz. W tym samym momencie jego lewa ręka, niejako „na ślepo” próbuje trafić sztućcem w talerz. Co jakiś czas chłopiec odrywa wzrok, bo w końcu musi tym widelcem trafić do buzi. Ale – dla mnie jako logopedy to sytuacja bardzo niebezpieczna. Siostra chłopca w tym czasie robi przerwy w jedzeniu, a podczas nich „wyłącza się” wpatrzona w migający obraz tabletu. Rodzice jedzą kolację SAMI (I tak wspaniale, że chociaż oni rozmawiają ze sobą!) . Dzieci z nimi NIE MA. Tu nie ma dialogu. A jeśli nie ma dialogu (werbalnego), nie ma więzi.

Wspólny posiłek w większości bliskich nam kultur jest celebracją wspólnego czasu, jest momentem, w którym możemy spotkać się, nawiązać podstawowy kontakt „twarzą w twarz”, porozmawiać ze sobą, a tym samym wzmocnić więzi międzyludzkie, a w przypadku dzieci doskonale szlifować i rozwijać język. Pomijam fakt, że ciągła postawa ciała dzieci takich jak te, które opisuję, powoduje liczne problemy w zakresie prawidłowego rozwoju kręgosłupa.

Powiecie – „przesadzasz, są wakacje, daj dzieciom spokój”. Ok, jeśli w wakacje dzieci (mam na myśli oczywiście dzieci bez zaburzeń rozwojowych) spędzą w ciągu dnia jakiś czas (około pół godziny maksymalnie)  grając w ulubioną grę, czy obejrzą jedną bajkę, to nie stanie się nic wielkiego. Problem zaczyna się dla mnie wtedy, kiedy widzę, że migający ekran zaczyna zastępować mamę, tatę, rodzeństwo. Staje się uzależnieniem (bo jak wiecie – prawa półkula bardzo szybko uaktywnia się i równie szybko blokuje lewą).

Co zatem Wam proponuję jako logopeda? Wymyślcie zasady, których będziecie przestrzegać w Waszym domu. Określcie ilość czasu, którą można poświęcić na cyfrowe technologie w ciągu dnia. Ustalcie, że na czas posiłków wyłączamy telefony i tablety (lub wyciszamy) i odkładamy je do „magicznego koszyczka”. Wykorzystajcie cenny czas, jakim jest wspólny posiłek do maksimum. Rozmawiajcie, zadawajcie pytania, śmiejcie się. Uwierzcie, to wyjdzie na dobre nie tylko Wam, ale przede wszystkim Waszym dzieciom i rodzinom 🙂

Share.

Napisz komentarz